Mali i duzi, młodsi i starsi, dzieci, rodzice i dziadkowie, przyjaciele i znajomi, uczniowie i studenci – podczas krakowskich Wianków 2018 bawili się wszyscy. Kraków pokazał, że muzyka nie ma granic i nie boi się złej pogody. Bo choć aura nie sprzyjała, animuszu wśród krakowian, turystów i zaproszonych na Wianki artystów (aż 97) nie brakowało.

Wianki po raz kolejny odbyły się w myśl hasła „ Fête de la Musique”. – Formuła Wianków pozwala prezentować różnorodną polską muzykę w wielu zakątkach miasta. Podczas tego wyjątkowego popołudnia i nocy każdy znajdzie coś dla siebie – mówił przed rozpoczęciem Wianków Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa. Tak też się stało – radość z muzyki znalazło w sobotę wielu mieszkańców, jak i przyjezdnych. Co ciekawe, niektórzy przyjechali do Krakowa specjalnie na Wianki – wśród nich Hania i Daniel, para blogerów z Wrocławia, autorów bloga NaWylocie.pl, którzy pieczołowicie i na bieżąco dokumentowali w sieci to, co dzieje się w mieście.

Scena Hard Rock Cafe Kraków

Mimo przelotnych opadów i niezbyt przychylnej aury, w stronę Rynku już po południu kierowały się tłumy. Jako pierwsza na Scenie Hard Rock Cafe Kraków zaczęła grać Bitamina. „Kraków dobrze czuje się” – śpiewał w utworze „Kuba” Mateusz Dopieralski, wokalista grupy, a licznie, jak na tę porę, zgromadzona pod sceną publiczność odpowiadała spontanicznymi brawami. – My też czujemy się świetnie! – potwierdził wokalista i charakterystyczną barwą głosu intonował kolejne utwory. Podczas koncertu muzycy zaakcentowali zbiegający się z Wiankami Dzień Ojca. – Każdy z nas gra dziś dla taty! – zaznaczył wokalista. Bitamina pożegnała się ze słuchaczami dwoma utworami – ulubionym przez fanów „Domem” oraz „Pytaniem do niej” z albumu „Kawalerka”.

Paulina Przybysz

Paulina Przybysz wyszła na Scenę Hard Rock Cafe Kraków kwadrans po godz. 17. Autorka nagrodzonej Fryderykiem w kategorii „Album roku elektronika” płyty „Chodź tu” zaprezentowała na Rynku Głównym właśnie swój najnowszy materiał. U boku Przybysz niespodziewanie pojawiła się Zamilska, co bardzo ucieszyło słuchaczy sympatyzujących na co dzień z mocniejszą elektroniką. Paulinę Przybysz pożegnał deszcz i rozentuzjazmowana publiczność, która w obliczu wrażeń zdawała się być na ten dyskomfort obojętna.

Dwa Sławy

„Dwa Sławy mówią o tym, czego w sobie nie lubisz, w sposób za który ich kochasz” – tak określają swoją twórczość Rado Radosny oraz Jarosław Astek, członkowie łódzkiego duetu Dwa Sławy. Krakowska publiczność pokochała artystów za szczery do bólu rap i elektroniczne bity. Z wzajemnością. Nieco ponad godzinę koncertu Dwa Sławy wykorzystały do granic. Raperzy zaprezentowali na Rynku materiał z dwóch albumów – „Ludzie sztosy” (2015) i „Coś przerywa?” (2018).

Podczas występu nie brakowało dobrego humoru. – Są wśród nas dziewczyny, które zaliczają dzisiaj 26. koncert Dwóch Sławów. Jedną z nich jest Kasia Grzesiek, nasza wokalistka obecna jednak tylko…na obrazku – zaśmiał się Rado i wyciągnął jej plakat. – Bilety na Pendolino są strasznie drogie, Kasia śpiewa z nami na koncertach wirtualnie – wytłumaczył z przymrużeniem oka artysta i zaintonował utwór „No cześć” ze specjalnym udziałem wokalistki. Duet pożegnały długie brawa.

Mazolewski i „Chaos pełen idei”

Jeszcze przed zmrokiem na Scenie Hard Rock Cafe Kraków pojawił się Wojtek Mazolewski. Muzyk jest prawdziwym zwierzęciem scenicznym i to w każdym repertuarze – od jazzu po punk, od reagge po rocka. Ojciec yassu nie był sam – towarzyszyło mu wielu zaproszonych specjalnie na tę okazje gości. Skąd taki pomysł? W listopadzie 2016 roku Mazolewski wydał album „Chaos pełen idei” który łączy kompozycje Wojtka z głosami polskich artystów. Razem z Mazolewskim wystąpili m.in. Misia Furtak, John Porter i Vienio. Ten ostatni odważnie zestawił jazz z rapem i wykonał dwa utwory, m.in. „Twoi idole”. Ku uciesze publiczności, Mazolewski wyszedł na bis. – Teraz wy będziecie naszymi gośćmi! – zwrócił się do słuchaczy i zachęcił do wspólnej improwizacji w jazzowym rytmie. Na koniec muzyk pożegnał się: – Wszystkiego dobrego Kraków, niech moc będzie z Wami!

O.S.T.R.

Największą gwiazdą sceny Hard Rock Cafe Kraków podczas Wiankówbył raper O.S.T.R. Artysta bardzo chętnie zwracał się do publiczności i apelował o wspólną zabawę. Słuchaczy nie trzeba było namawiać ani trochę – zadowolony ze spotkania z mieszkańcami Krakowa O.S.T.R. nagle… wyjął telefon i zadzwonił do żony. – Zróbcie hałas dla mojej małżonki i moich synków, Nikodema oraz Janka – krzyknął raper i przez chwilę pozostał z żoną (a razem z nim cały Rynek Główny) na linii. O.S.T.R. przypomniał też publiczności o przypadającym tego samego dnia Dniu Ojca. Raper zaprosił na scenę obecnego za kulisami nastoletniego syna Kochana, współpracownika O.S.T.R. i zdradził, że chłopak ma dzisiaj urodziny. Na wieść o jubileuszu cały Rynek odśpiewał młodemu „Sto lat”. – Dzięki Wam miałem wspaniały dzień i, choć na zewnątrz chłodno, w moim sercu jest gorąco. Tak dobrze może być tylko w Krakowie – pożegnał się raper i na koniec zapytał: – Kto wierzy, że w niedzielę Polska wygra z Kolumbią? Cały Rynek podniósł ręce w górę. Ach, szkoda, że życzenia artysty i krakowskiej publiczności na niewiele się zdały.

Po zakończeniu koncertu O.S.T.R. przyszedł czas na ostatni, już nie muzyczny, ale równie spektakularny punkt wiankowego programu. Z Rynku Głównego widzowie przenieśli się nad Bulwar Czerwieński, gdzie ok.22:30 niebo stało areną popisów pirotechnicznych. 15-minutowe widowisko zrobiło na mieszkańcach i turystach duże wrażenie – niech świadczą o tym spontaniczne piski i okrzyki zachwytu oraz długie brawa po zakończonym pokazie. Warto dodać, że pokazowi towarzyszyła muzyka, m.in. Jacka Kaczmarskiego czy Fryderyka Chopina, co wpisało się w krakowskie obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Scena Krakowska

Stanęła w tym roku tuż nad Wisłą. Stąd od późnego popołudnia niosła się muzyka klezmerska. Jednym z pierwszych utworów, które zaprezentowała otwierająca Scenę Krakowską formacja Max Klezmer Band, była interpretacja serbskiej pieśni „Ajde Jano”. – Gramy własne kompozycje, ale staramy się też czerpać ze źródeł. Dlatego w naszym repertuarze na powitanie utwór bardzo dobrze znany, zwłaszcza na krakowskim Kazimierzu, skąd Max Klezmer Band się wywodzi – mówił Maks Kowalski, kontrabasista, założyciel zespołu. Jakże pięknie kompozycja ta wybrzmiała u stóp Wawelu! Przez cały koncert artyści grali zresztą znakomicie – temperamentnie, wirtuozersko i hipnotyzująco. Nie było osoby, która byłaby obojętna na ich poczynania, dlatego na Powiślu dość szybko zrobiło się tłoczno, a obecna tam publiczność słuchała zespołu wręcz urzeczona. Ba, pod wrażeniem było nawet słońce, które uparcie skryte przez większość popołudnia za chmurami na czas koncertu Max Klezmer Band na chwilę postanowiło się ujawnić. Artyści pożegnali się ze słuchaczami utworem „Tsunami” dedykowanym ofiarom tsunami z 26 grudnia 2004 roku. Występ Max Klezmer Band doskonale zbiegł się w czasie z przypadającym w tym samym czasie 28. Festiwalem Kultury Żydowskiej.

Pod Wawelem wystąpiło też akordeonowe Motion Trio, czyli Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek i Marcin Gałażyna oraz krakowskiego pochodzenia, popularny już w całej Polsce, zespół Hańba. Scenę Krakowską pożegnała Brodka, o której nie wypada mówić, że jest wyłącznie wokalistką. To dbająca o każdy szczegół swojego występu artystka, kompozytorka i multiinstrumentalistka. Na koncert Brodki przyszły prawdziwe tłumy – publiczność przybiegła pod Wawel prosto z Rynku Głównego, gdzie akurat skończył grać Wojtek Mazolewski i jego goście. Warto było – Brodka przygotowała na Wianki nietypową odsłonę „Unplugged”, którą na żywo zagrała po raz pierwszy. – Witam Państwa bardzo serdecznie w tym „październikowym” dniu. Jest nam tutaj bardzo zimno, ale na widok tak licznie zgromadzonej krakowskiej publiczności od razu robi się cieplej – sympatycznie przywitała się Brodka. I dodała: – Projekt „Unplugged” nagrałam kilka lat temu dla MTV, ale jeszcze nigdy nie był on prezentowany na żywo. Bardzo nam miło, że Brodka Unplugged zadebiutowała właśnie na Wiankach.

W długiej czerwonej sukience z ozdobnymi rękawami Brodka wyglądała jak zawsze znakomicie. Jej koncertowi towarzyszyły też efekty specjalne i  imponująca gra świateł.

 

Scena Alternatywna

Krakowski Kazimierz tradycyjnie zapewnił alternatywną muzyczną rozrywkę dla tych, którym do centrum miasta było za daleko. Scena Alternatywna stanęła w tym roku na skrzyżowaniu Placu Nowego z ulicą Warszauera. Choć mała i kameralna, była areną popisów niezwykle ciekawych artystów. Podróż przez niekonwencjonalne dźwięki zaczął charyzmatyczny trębacz, kompozytor i autor tekstów, Artur Majewski. Po nim scenę przejął duet Veda Sound (Bartłomiej Tyciński i Piotr Zabrodzki) tak dziwny, że bezsprzecznie intrygujący. Ich występ był niczym podróż w nieznane – gitara basowa, looper i mnóstwo pokręteł – tym sposobem panowie serwowali kosmiczne dźwięki. Nikt ze słuchaczy nie był w stanie przewidzieć, do czego one doprowadzą. A doprowadziły do spektakularnego finału, po zagraniu którego muzycy z Veda Sound otrzymali duże brawa. Alameda 5, bydgosko-toruńska grupa specjalizująca się w muzyce avant rockowej, pokazała słuchaczom jak połączyć brzmienia gitarowo-elektryczne z transowymi rytmami.

Meek Oh Why, czyli 22-letni trębacz i raper z Krakowa, zaprezentował się w autorskich utworach z debiutanckiego albumu „Księżniczka i Buc” (2015), ale też z wydanej w kwietniu tego roku „Płyty Rodzaju”. Publiczność na Placu Nowym, grając z okna jednej z kamienic, pożegnali Maniucha i Ksawery, duet łączący jazzową improwizację z zapomnianymi pieśniami ukraińskiego Podlesia.

Scena Jazzowa

W odróżnieniu od ubiegłorocznej edycji Wianków, jazz rozbrzmiewał nie w Nowej Hucie, a na Placu Wolnica. Zgromadzoną na Kazimierzu publiczność przywitał zespół Malediwy, duet wybitnego saksofonisty i klarnecisty jazzowego Marka Pospieszalskiego z Qbą Janickim, młodym i jakże zdolnym perkusistą. Jeśli na Malediwach jest tak ciepło, jak na wyziębionym, atakowanym co jakiś czas kroplami deszczu Kazimierzu zagrali jazzmani, to słuchacze z pewnością zostali zachęceni do wyjazdu. Zwłaszcza, by ukoić skołatane po meczu Polski z Kolumbią nerwy.

Po duecie na Scenie Jazzowej pojawiło się Quantrum Trio, fuzja dwóch polskich jazzmanów – Michała Jana Ciesielskiego i Kamila Zawiślaka z południowoamerykańskim perkusistą Luisem Mora Matusem. Panowie są w Krakowie świetnie znani – w ubiegłym roku zdobyli Grand Prix festiwalu Hitch On Music Exchange/Jazz Juniors. Artyści zaprezentowali na Kazimierzu materiał z dwóch autorskich albumów: „Gravity” i „Duality: Particles & Waves”.

Z nieskrywaną ciekawością krakowska publiczność oczekiwała na występ Niechęci, formacji, która jazz podaje na tacy z syntezatorowym brzmieniem. Piątka artystów meandrowała między momentami lirycznymi a energicznymi. Wyciszała się, by nagle wybuchnąć całą siłą wszystkich obecnych na scenie instrumentów. Niechęć stworzyła na Placu Wolnica bardzo melancholijny i hipnotyzujący klimat. Choć ostatnie dwa utwory, m.in. „Taksówkarz” (z albumu „Śmierć w pięknym futerku”, 2012) były zdecydowanie bardziej żywiołowe i rwące niż poprzednie. – Bardzo się cieszymy, że jesteście i że mogliśmy wpaść do Krakowa. Jako rodowity mieszkaniec Warszawy muszę przyznać, że lubię krakowskie Wianki. U nas gra w tym roku Bajm i Dżem… – uśmiechnął się Maciej Szczepański, charakterystyczny za sprawą m.in. czarnych okularów, basista zespołu. Artysta obiecał: – Wrócimy do Krakowa pod koniec listopada! Krakowska publiczność entuzjastycznie zareagowała na deklarację zespołu, bowiem jak komentowali niektórzy: Niechęci można słuchać z miłą chęcią.

Lonker See, czteroosobowa grupa łącząca ambient z jazzowymi improwizacjami, zaprezentowała na Kazimierzu materiał z ostatniego albumu „One Eye Sees Red”. Scenę Jazzową zamknął koncert znakomitego gitarzysty jazzowego i muzyka wszechstronnego (co podczas koncertu było słychać), Marka Napiórkowskiego. Specjalnie dla krakowskiej publiczności gigant zaprezentował m.in. utwory Krzysztofa Komedy, Wojciecha Kilara, Andrzeja Kurylewicza i Andrzeja Korzyńskiego. Słuchaczom jazzu przyglądał się z góry latający nad Placem Wolnica dron. Trzeba przyznać, że wzbudził niemałą sensację, zwłaszcza wśród najmłodszych.

Punktualnie o północy, miejsce Sceny Jazzowej stało się przestrzenią dla Unsound Silent Disco. Do tańca zachęcali przedstawiciele Wixapol S.A., Betty i Imaabs.

 

Scena Debiutów

W ubiegłym roku na Placu Szczepańskim stała Scena Krakowska, tym razem centrum miasta stało się areną popisów debiutantów. Wystąpiło na niej sześć zespołów i jedna królowa, Rosalie. Bardzo ciepło w tym chłodnym dniu krakowska publiczność przyjęła przede wszystkim 7-osobową grupę New People, równie kolorową, co sympatyczną. Na Scenie Debiutów wystąpili też Maze of Sound, Mr.Moon oraz Ancymon, Dym i Rectangula – laureaci konkursu Megafon Radia Kraków. Spośród finalistów Jury wyróżniło zespół Dym – grupa została doceniona za minimalizm i dobre teksty.

Ale gwiazdą była ona. Kiedy na Rynku rapował Ostry, na Placu Szczepańskim r’n’b śpiewała Rosalie., która do niedawna sama była nazywana debiutantką. Najmłodsza, najbardziej utalentowana i jedyna polska ambasadorka r’n’b wystąpiła na Wiankach po raz pierwszy. Rosalie., podopieczna Alkopoligamii.com, zaprezentowała w Krakowie materiał z debiutanckiego albumu „Flashback” (19 stycznia 2018). Płyta zawiera jej 12 autorskich kompozycji wyprodukowanych przez czołówkę polskiej sceny niezależnej. Promuje ją singiel „A Pamiętasz?” nagrany razem z młodym producentem związanym z labelem Flirtini Records, Suwalem. Utworu nie mogło rzecz jasna zabraknąć w Krakowie. „Co dzień mijam kilka naszych miejsc, kiedyś ważnych miejsc. A pamiętasz?” – śpiewała Rosalie. w swoim naprawdę już znanym przeboju, a razem z nią publiczność. Głosy słuchaczy było słychać też podczas drugiej ulubionej przez jej fanów piosenki. „Czy to ty dogonisz mnie, pozwól mi ulotnić się, ulotnić” – śpiewała Rosalie., a wpadającą w ucho frazę „ulotnić się” powtarzał cały Plac Szczepański. Artystka była zachwycona przyjęciem w Krakowie i po występie obiecała, że na pewno tutaj wróci.

 

 Scena Międzynarodowa na Stolarskiej

Ulica Stolarska po raz kolejny obchodziła Wianki podwójnie. Ze Świętem Muzyki zbiegło się bowiem Święto Ulicy Stolarskiej, które postanowiły wyprawić jej trzy zlokalizowane tam konsulaty generalne – Republiki Federalnej Niemiec, Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Republiki Francji przy wsparciu Krakowskiego Biura Festiwalowego. Nic dziwnego zatem, że na Stolarskiej można było usłyszeć jeszcze więcej języków obcych (m.in. angielski, niemiecki, francuski, duński, szwedzki, norweski czy hebrajski) niż na uwielbianym przez turystów Rynku. Tak, to turyści zajmujący miejsca przy usytuowanych na Stolarskiej stolikach lub stojący pod sceną, przysłuchiwali się artystom najczęściej. Ba, kiedy tylko słyszeli swój rodzimy język próbowali nawet nucić i śpiewać z muzykami.

Każdy z konsulatów postarał się o własnych artystów. Na zaproszenie Konsulatu Niemieckiego na Stolarskiej wystąpił popowo-alternatywny Das Paradies (Florian Sievers), Amerykanie zaproponowali gościom jazzowo-bluesowo-folkową formację Our Band, czyli duet Sashy Papernik i Justina Poindextera oraz trio Stana Breckienridge’a, pianisty, wokalisty i kompozytora jazzowego. Francję reprezentowali laureaci Krakowskiego Młodzieżowego Festiwalu Piosenki Francuskiej. W tle sceny na Stolarskiej było słychać też tropikalne brzmienia elektroniczne dobiegające z klubu Pasaż, który już od wczesnego popołudnia w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni przed wejściem urządził muzyczną strefę chilloutu.

Podczas święta można było nie tylko posłuchać muzyki, ale i skosztować lokalnych (niemieckich, amerykańskich i francuskich) przysmaków, rozegrać partię w piłkarzyki albo poczuć się jak na pokładzie samolotu w jednym z dwóch symulatorów lotu z Rzeszowskiej Doliny Lotniczej słynącej z najlepszych w kraju szkoleń dla pilotów.

 

Noc Klubowa

Na mieszkańców, którym muzyki wciąż było mało, czekała dalsza zabawa w krakowskich klubach. W ofercie klubowej na najkrótszą, ale też najbardziej roztańczoną noc w roku, można było znaleźć zarówno srogie techno prezentowane pod szyldem zawsze serdecznie roześmianego kolektywu Techno Rączka i jego znakomitych gości (m.in. DJ Octopus, Anatomy of Mashup, Château Shatter i Mikołaj Kola Oleszczuk), elektroniczny live act Chino i doskonałą selekcję Olivii, didżejki, a od niedawna i producentki, autorki kasety Skawa (tak, dziś wydaje się jeszcze kasety!) na Szpitalnej 1, technopodobne brzmienia w Kawiarnii Teatralnej (świetni w swoim fachu Spajder Jeruzalem, Bios, Kinky i Kamilescu), jak i o zupełnie innym klimacie folkowo-ludowe brzmienia Kapeli Maliszów czy słowiańskie pieśni zespołu Swada i Dola (Strefa). Do wyboru były jeszcze trzy inne kluby: Pasaż (Phil Jensky, Areg V, Not So Pro, Blezz, Peetee S, SQBI), Prozak 2.0 (Neen Nah, LayDj, zuzaOK, Clockwork, Control, Kuba Sojka aka Psi-Acoustic, Meg b2b Senthia) oraz Forum Przestrzenie (P. Unity, Harper, Mr. Krime). Dzięki wspólnemu zaangażowaniu krakowskich lokali i przygotowanej specjalnie na tę jedyną w roku noc, niezwykle barwnej palecie brzmień klubowych ostatni goście wyszli z krakowskich Wianków dopiero nad ranem.

Gdzie jeszcze rozbrzmiewała muzyka podczas jej krakowskiego święta? Ciekawie było na Barce, którą na czas Wianków przejęło Off Radio Kraków. W ramach Off Wianków zagrali: Nyk, Vituma, Erith, Patrick The Pan, ekipa z Deep Impact Kraków: Eta Hox, Robek i Flea oraz kolektyw MoveMove: Ola Teks i Cyryl. Na Scenie Supernovej zaanimowanej przez festiwal Sacrum Profanum widzowie mogli obejrzeć film „Męczeństwo Joanny D’Arc” K. Dreyera z muzyką na żywo.